Facebook

 

Migawki

Kontakt

 

            Urodziła się w pierwszej połowie VI w. na terenie dzisiejszej Francji. Wychowywana była przez św. Radegundę, żonę króla Francji, która później została mniszką. Agnieszka zdobyła gruntowne wykształcenie. Gdy powierzono jej funkcję opatki, z wielką roztropnością kierowała klasztorem, w którym mieszkało ok. 200 sióstr. Dzięki jej mądrości zażegnany został konflikt z miejscowym biskupem. Już za życia ceniona była za świętość i mądrość. Zmarła ok. 586 roku w klasztorze w Poitiers.

 

 

 

 

            W dniu kanonizacji 16 października 1983 roku ojciec św. Jan Paweł II wyczerpująco przedstawił życie św. Leopolda Mandić’a. W homilii mówił o nim: „Był on heroicznym sługą pojednania i pokuty za swoich dni.

            Urodzony w Castelnovo (Bocche di Cattaro), (w Dalmacji) w wieku 16 lat opuścił dom rodzinny i swoją ziemię, aby wstąpić do seminarium kapucynów w Udine (w północno wschodniej części Włoch). Życie jego upłynęło bez wielkich wydarzeń: kilkakrotnie, zwyczajem kapucynów, był przenoszony z klasztoru do klasztoru, i nic poza tym. Ostatni przydział otrzymał do klasztoru w Padwie, gdzie pozostał aż do śmierci.

            A przecież właśnie w to ubogie, na zewnątrz niepozorne życie zstąpił Duch Święty i wzniecił nową wielkość — heroiczną wierność Chrystusowi, franciszkańskim ideałom, kapłańskiej służbie braciom

            Święty Leopold nie pozostawił dzieł teologicznych czy literackich, nie był erudytą ani też nie był twórcą dzieł społecznych. Dla tych wszystkich, którzy go znali, był tylko ubogim bratem zakonnym — niepozornym i chorowitym. (Był niski, miał 135 cm wzrostu, miał wadę wymowy – jąkał się i z tego powodu nie mógł głosić kazań.)

            O jego wielkości stanowi co innego: poświęcenie się, oddanie siebie samego, dzień po dniu, przez cały okres kapłańskiego życia, to znaczy przez 52 lata spędzone w ciszy, ukryciu, w ubóstwie (…) „dobry pasterz daje życie swoje za owce” (J 10, 11). Brat Leopold był w konfesjonale zawsze: gotów służyć, uśmiechnięty, ostrożny i skromny, dyskretny powiernik i wierny ojciec dusz, pełen szacunku mistrz i doradca duchowy, wyrozumiały i cierpliwy.

            Chcąc określić go jednym słowem, tak jak za życia czynili to jego penitenci i współbracia, można by powiedzieć o nim, że był spowiednikiem. Jedyną rzeczą, którą umiał, było spowiadanie. A przecież właśnie w tym leży jego wielkość. W jego usunięciu się, by dać miejsce prawdziwemu Pasterzowi dusz. O swoim zaangażowaniu wyrażał się w ten sposób: „Ukryjmy wszystko, nawet to, co może wydawać się darem Bożym, aby nie czynić z tego towaru na sprzedaż. Tylko Bogu cześć i chwała! Winniśmy — jeśli to tylko możliwe — przejść po ziemi jak cień, który nie pozostawia po sobie śladu”. A gdy pytano go, jak może tak żyć, odpowiadał: „To jest moje życie!”. (…)

            Co pozostawało świętemu Leopoldowi? Komu i czemu posłużyło jego życie? Pozostali mu bracia i siostry, którzy utracili Boga, miłość, nadzieję. Biedne ludzkie istoty, potrzebujące Boga, które błagały o Jego przebaczenie, Jego pociechę, Jego pokój i pogodę ducha. Tym „ubogim” święty Leopold oddał swoje życie, za nich ofiarował swój ból i swoją modlitwę, ale przede wszystkim z nimi sprawował sakrament pojednania. Tutaj przeżywał swój charyzmat. Tutaj wyraziły się w stopniu heroicznym jego cnoty. Sprawował sakrament pojednania, spełniając swą posługę niejako w cieniu ukrzyżowanego Chrystusa. Jego wzrok utkwiony był w Krzyżu, który wisiał nad klęcznikiem penitenta. Ukrzyżowany był zawsze na pierwszym miejscu. „To On przebacza, On rozgrzesza!” On, Pasterz owczarni…

            Święty Leopold spełniał swą posługę pogrążony w modlitwie i kontemplacji. Był spowiednikiem, który nieustannie się modlił; był spowiednikiem, który na co dzień żył zatopiony w Bogu.”

            Dopowiedzenie: w czasie I wojny światowej trafił do więzienia, bo nie chciał się wyrzec chorwackiego obywatelstwa. Zakładał sierocińce, opiekował się ubogimi. Przez całe życie zmagał się ze słabościami i chorobami. Zmarł w wieku 76 lat 30 lipca 1942 roku w Padwie z powodu choroby nowotworowej przełyku. Jest patronem spowiedników, penitentów i chorych na raka.


            Beatyfikowany był 2 maja 1976 roku, a kanonizowany 16 października 1983 roku.

             

            Urodził się 25 kwietnia 1860 roku w uroczej miejscowości Gravedonie niedaleko miasta Como na północy Włoch. Był drugim z pięciorga dzieci. Jego ojciec był głównym inspektorem podatkowym w prowincji Como. Jego matka i ciotka były bardzo pobożne i  aktywnie uczestniczyły w życiu parafii. Ojciec często odprowadzał żonę do kościoła, ale nie uczestniczył w nabożeństwach, nie interesował go ani Pan Bóg, ani Kościół.

            Henryk od dzieciństwa, spontanicznie pomagał ubogim i opuszczonym. Od dziecka pragnął być kapłanem, czemu sprzeciwiał się ojciec. Przerwał studia matematyczne w Pawii z powodu antykościelnych nastrojów na uczelni. Dopiero po kilku latach ukończył studia. W międzyczasie zaciągnął się do służby wojskowej. Proponowano mu karierę wojskową. Zrezygnował. Służbę wojskową zakończył jako podporucznik rezerwy. 2 lata pracował jako księgowy w hurtowni jedwabiu u swojego szwagra. Jednak był coraz bardziej przekonany o tym, że to nie jest jego droga życiowa, odżyło w nim powołanie do kapłaństwa. Po długich i trudnych rozmowach z ojcem, w wieku 24 lat rozpoczął naukę w seminarium duchownym. Po 3 latach wstąpił do Zakonu OO. Kamilianów. Miał 29 lat gdy przyjął święcenia kapłańskie. Całe życie pokornie i bez rozgłosu pracował wśród chorych, służył im min. jako kapelan szpitalny, 34 lata jako administrator kliniki, mimo, że sam był chory. Dotkliwie cierpiał z powodu wielokrotnie nawracającej depresji, która pierwszy raz ujawniła się w czasie studiów w seminarium. Był też cenionym spowiednikiem i kierownikiem duchowym. Nazwano go „obrońcą delikatności”.

            23 kwietnia 1938 roku odprawił Mszę św. w domu chorego. Wracając do klasztoru przeziębił się, zachorował na zapalenie płuc. Zmarł 10 maja 1938 roku w wieku 78 lat.

            Jest patronem ludzi chorych na depresję.

            O skromnym i mało znanym zakonniku, w czasie beatyfikacji, 4 maja 1997 roku, ojciec św. Jan Paweł II powiedział: „Bł. Henryk Rebuschini przez całe swoje życie zdążał zdecydowanie ku owej «doskonałej miłości», (…). Idąc śladem Założyciela, św. Kamila de Lellis, dawał świadectwo miłosiernej miłości, okazując ją czynnie we wszystkich środowiskach, w których działał. Jego niezłomnym postanowieniem było «poświęcić własne życie, aby dawać Boga bliźniemu, dostrzegając w nim oblicze samego Chrystusa». Dlatego wszedł na trudną drogę ascetyczną i mistyczną, drogę głębokiego życia modlitwy, niezwykłego umiłowania Eucharystii oraz nieustannej służby chorym i cierpiącym. (…) Jego przykład jest dla wszystkich wierzących naglącym wezwaniem do troski o cierpiących i chorych na ciele i duszy.”

 

 

 

 

 

            Urodził się w 1886 roku, w rodzinie wodzów indiańskiego plemienia Araukanów na terenie dzisiejszej Argentyny. Dziadek i ojciec walczyli zbrojnie o wolność Indian. Ojciec widząc bezskuteczność walk postanowił kształcić syna, by jako dyplomata bronił Indian. Krótko uczył się w Akademii Wojskowej w Buenos Aires, nie odpowiadał mu rygor szkoły. Ojciec, zaprzyjaźniony z salezjanami skierował go do ich szkoły. W zakonnej szkole aklimatyzował się powoli, cenił sobie nieograniczoną wolność, więc trudno mu było akceptować rytm życia wyznaczony dzwonkami, dyżurami, kolejkami. Był bardzo zdolny. Wielkim przeżyciem dla niego było przyjęcie Pierwszej Komunii św. we wrześniu 1898 roku.

            Miał 17 lat gdy przyjęto go jako kandydata do wspólnoty salezjańskiej. Spośród salezjanów imponował mu ks. Milanesio, chciał być kapłanem jak on. Pragnął ewangelizować Indian, bronić ich przed alkoholem i wyzyskującymi ich białymi ludźmi. Naukę i plany przerwała choroba. Na miesiąc wrócił do swojej wioski w Andach, ale nie nastąpiła poprawa zdrowia. W 1904 roku ks. Jan Cagliero, salezjanin, za zgodą ojca zabrał go do Włoch. W Turynie spotkał się z ks. Michałem Rua, w Rzymie przyjął go papież Pius X, który wzruszył się, widząc szlachetność Zefiryna, dla niego to też była wielka radość. Kontynuował naukę w szkołach salezjańskich. Szybko zyskał sympatię kolegów, znany był z dobroci i życzliwości. Realizując charyzmat salezjański szczególnie umiłował Eucharystię, widywano go na osobistej modlitwie z Panem Jezusem. Gdy 3 dni przed śmiercią odwiedził go jeden z salezjanów, powiedział mu, że wkrótce umrze, ale prosił, by odwiedzał kolegę, leżącego na łóżku obok, który bardzo kaszlał i ledwo spał w nocy, stan Zefiryna był o wiele gorszy, wcale nie mógł spać. Chory na gruźlicę zmarł w szpitalu Ojców Bonifratrów w Rzymie, 11 maja 1905 roku, miał niespełna 19 lat.

            Beatyfikowany był 11 listopada 2007 roku w Chimpay, jako pierwszy patagoński Indianin, przez salezjanina ks. kard. Tarcisio Bertone. W homilii mówił min.: „Bł. Zefirynie umacniaj nas, byśmy także i my mogli dziś iść drogą świętości, wierni nauce św. Jana Bosko. Ty osiągnąłeś szczyty ewangelicznej doskonałości dobrze wypełniając codzienne obowiązki. Tym samym przypominasz nam, że świętość nie jest czymś wyjątkowym, zarezerwowanym dla nielicznych wybrańców: świętość jest powszechnym powołaniem wszystkich ochrzczonych, <wysoką miarą> zwyczajnego życia chrześcijańskiego.

 

            Pomóż nam zrozumieć, że w końcu tylko jedno się liczy: bycie świętym, jak Pan jest święty.

            Bł. Zefirynie, prowadź nas swym uśmiechniętym spojrzeniem. Wskaż nam drogę do Nieba! Bądź z nami gdy spotkamy się z Twoim Przyjacielem Jezusem.”

 

Modlitwa

Boże nasz Ojcze, w bł. Zefirynie dałeś młodzieży świetlany przykład świętości rozwijającej się w ziemi patagońskiej, wysłuchaj nas przez jego wstawiennictwo, abyśmy każdego dnia z cierpliwością i miłością przyczyniali się do rozwoju Twojego Królestwa. Przez Chrystusa Pana naszego.

 

 

 

            Jest rodzonym bratem bł. ks. Kazimierza Grelewskiego, również Męczennika II wojny światowej.

            Stefan urodził się 3 lipca 1898 roku w Dwikozach koło Sandomierza. Ochrzczony był w kościele parafialnym w Górach Wysokich. Uczył się w Górach Wysokich, Sandomierzu i Janowie Lubelskim, szkołę średnią ukończył w Lubartowie. W wieku 18 lat rozpoczął naukę w Seminarium Duchownym w Sandomierzu. Święcenia kapłańskie otrzymał 12 października 1921 roku. Jako kleryk studiował na wydziale Prawa na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie. Doktorat uzyskany w 1924 roku na uniwersytecie w Strasburgu, był zwieńczeniem studiów. Podczas pobytu w Strasburgu pracował duszpastersko w ośrodkach robotniczej emigracji polskiej we Francji. Po powrocie do kraju przez trzy lata był generalnym sekretarzem Związku Robotników Chrześcijańskich w Radomiu. W tym okresie swojej posługi kapłańskiej założył pismo „Hasło” - organ Ruchu Chrześcijańsko-Społecznego oraz organizował pracę Związków Robotników Chrześcijańskich w Ostrowcu Świętokrzyskim, Wierzbinku i Końskich. W 1928 roku ze względu na zły stan zdrowia poprosił o zwolnienie z pełnionych funkcji i przez 11 lat, do wybuchu II wojny światowej pracował jako katecheta w radomskich szkołach. W tym czasie publikował swoje artykuły i książki, a także tłumaczył książki z języka niemieckiego. Uważany był za najlepszego w Polsce znawcę protestantyzmu i sekt religijnych. Był aktywnym działaczem społecznym.

            W czasie wojny nadal katechizował, ale w konspiracji. Pracował też jako kapłan: odprawiał Msze św., głosił kazania, spowiadał nie tylko w parafiach, ale też w obozach dla polskich jeńców wojennych. Przynosił im żywność, odzież, leki. Aresztowany był 24 stycznia 1941 roku. Przebywał w więzieniu w Radomiu, Skarżysku Kamiennej, w Auschwitz i 4 maja 1941 roku przywieziono go do obozu koncentracyjnego w Dachau. Był wyniszczony torturami, głodem, nieludzkim traktowaniem. Zmarł w Dachau, (po 5 dniach) 9 maja 1941 roku przygotowany na śmierć przez swojego brata – współwięźnia ks. Kazimierza.

            Beatyfikowany był 13 czerwca 1999 roku w Warszawie w gronie 108 Męczenników II wojny światowej.

POLECAMY

  SP Pallotti w Lublinie     Przemiana.pl